Z Andrzejem Olechem, prezesem Kluczborskiego Klubu Karate rozmawiała Monika Kluf

 

– Można już ocenić mijające 12 miesięcy…

– Tak, rok 2013 r. można zaliczyć do jednego z najbardziej udanych sezonów. Obroniliśmy tytuł mistrza Polski w kumite drużynowym i zdobyliśmy Puchar Polski w tej samej konkurencji. Łukasz Radwański przeszedł drogę od zwycięstwa w Polskiej Lidze Karate, poprzez wygraną w Mistrzostwach Polski – po najwyższe trofeum, jakim jest Puchar Świata. To trzeci zawodnik naszego klubu, który sięgnął po te trofea. Przedtem uczynili to: Krzysztof Neugebauer i Łukasz Wójcik. Łukasz Radwański w tym roku jest w szczytowej formie. To doświadczony, dojrzały zawodnik, który zbiera owoce wcześniejszej pracy.

– Co najbardziej cieszy trenera mistrzów świata i Europy?

– To, że po raz kolejny nasi zawodnicy sięgają po najwyższe trofea, co świadczy o dobrej organizacji systemu szkoleniowego, w którym do klasycznego treningu technicznego wnosimy aspekty wychowawcze, co procentuje na macie i w życiu. Mamy tego konkretne przykłady wśród naszych byłych i obecnych zawodników, że konsekwencja i koncentracja na pokonywaniu ograniczeń przekłada się na sukcesy w pracy czy w biznesie.

– Jak uprawianie karate może przydać się w biznesie? I nie mam tu na myśli zastosowania sztuk walki do skuteczniejszej windykacji…

– Karate kształtuje cechy, które można w bardzo dobry sposób wykorzystać w życiu osobistym i zawodowym. Mam tu na myśli organizację pracy czy samodyscyplinę. Asertywność, koncentracja oraz różne warianty strategii z karate doskonale sprawdzają się w biznesie. Bardzo istotna jest wynoszona z karate wysoka odporność na stres czy umiejętność utrzymania stabilnych emocji. To pozwala chłodno i z większym dystansem oceniać sytuacje, które u innych wzbudzają emocje. Z karate czerpiemy też umiejętność zarządzania energią własną i swojego zespołu, co daje dużo większą skuteczność i szanse na sukces.

– Jak wielu przedsiębiorców jest wśród kluczborskich karateków?

– Dla przykładu, wiceprezes naszego klubu Ireneusz Pikuta prowadzi firmę produkującą maszyny i urządzenia stosowane w przemyśle ciężkim. Marek Szlagor ma firmę odzieżową. Wspomniany wcześniej Łukasz Wójcik założył we Wrocławiu klub, którego jest prezesem i w którym trenuje. Łukasz Radwański jest dyrektorem ekonomicznym jednego z największych wrocławskich szpitali. Paweł Kasperkiewicz łączy pasję z pracą, prowadząc Dolnośląską Akademię Karate we Wrocławiu. Podobnie jak Arek Bukała, który prowadzi dwa kluby w Głuchołazach i we Wrocławiu, Piotrek Kuś – klub w Płocku czy Zbyszek Sitarz, który zrezygnował z pracy na kolei, by zająć się zawodowo trenowaniem karateków w klubach w Wołczynie, Wieluniu i Opolu. W wielu przypadkach karate wytyczyło zawodową ścieżkę. W innych – wyniesione z karate zasady pomagają w karierze.

– A zawodniczka karate zdobyła serce Roberta Lewandowskiego, no i ostatnio tytuł mistrzyni świata…

– Taaak, nawiasem mówiąc, świetna dziewczyna i znakomita zawodniczka od najmłodszych lat. 99 proc. naszej klubowej młodzieży kończy studia i dobrze sobie radzi w wielu pozasportowych obszarach. Przez karate zdobywają umiejętność znajdowania i przekraczania własnych wewnętrznych ograniczeń. W Japonii przekraczanie barier nazywają „mugen”. Japończycy wiedzą jakie to ważne, także w biznesie. Stąd właśnie w Japonii szkolenia dla menadżerów zawierają zajęcia z elementami karate, treningu koncentracji czy technik oddechowych. Zajęcia te odbywają się w szkołach sztuk walki, nazywanych „dojo”, co po japońsku znaczy miejsce, w którym pokazuje się drogę. W Polsce menadżerowie też mają możliwość korzystania z tego typu zajęć. Jeden z naszych niegdysiejszych zawodników Paweł Bator, psycholog, prowadzi w różnych miejscach w Polsce szkolenia biznesowe z elementami karate.

– Pan jako trener, poza prowadzeniem jednego z najlepszych klubów w Polsce, wyławianiem talentów i trenowaniem mistrzów, zarządza Ośrodkiem Sportu i Rekreacji w Kluczborku i jest radnym Sejmiku. Karate pomaga w pracy?

– Codziennie się  przekonuję, że tak, a efekty tylko potwierdzają przydatność.