– „Rodzinni” to największa siła tego kraju, podstawa polskiej gospodarki. A Inicjatywa Firm Rodzinnych to jak dla mnie największa nadzieja i najlepiej rokująca obecnie inicjatywa w państwie – powiedziała prof. Irena Lipowicz podczas VII Zjazdu Firm Rodzinnych w Warszawie.

W Polsce działa 1,5 mln rodzinnych podmiotów gospodarczych, co według szacunków Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości stanowi aż 78 proc. wszystkich firm, nie licząc rodzinnych gospodarstw rolnych. VII Kongres Firm Rodzinnych odbył się pod hasłem „Rodzinna Rzeczpospolita”.
Prof. Irena Lipowicz, rzecznik praw obywatelskich, zobowiązała się, iż zadba o wprowadzenie zmian na rzecz małych i średnich przedsiębiorstw, m.in. w ordynacji podatkowej. Zaapelowała o przesyłanie wszelkich postulatów, jakie proponują polscy rodzinni przedsiębiorcy.

W podobnym tonie przemawiał prof. Andrzej Jacek Blikle, organizator zjazdu i prezes stowarzyszenia Inicjatywa Firm Rodzinnych.
– Nie oczekujemy przywilejów i ulg, damy sobie radę bez nich. Oczekujemy równego traktowania firm małych i dużych, polskich i zagranicznych. Małym, rodzinnym podmiotom jest trudno konkurować z wielkimi inwestorami, którzy najpierw otrzymują najlepsze lokalizacje pod budowę zakładów, a później płacą podatki nie w naszym kraju – stwierdził.
Przez trzy dni „Rodzinni” obradowali w Warszawie, próbując zmierzyć się z wieloma aspektami polskiej rzeczywistości, które mają największy wpływ na dalsze funkcjonowanie rodzinnej przedsiębiorczości w najlepszym gospodarczo – zdaniem Janusza Steinhoffa, wicepremiera w rządzie Jerzego Buzka, okresem w dziejach Polski. Najważniejsze problemy to sukcesja oraz edukacja. W złej polskiej edukacji przedsiębiorcy rodzinni upatrują istotny powód rosnącego bezrobocia i emigracji młodego pokolenia.

Warszawski przedsiębiorca, Marcin Biernacki, w Paczkowie na Opolszczyźnie zainicjował budowę prywatnej placówki – pierwszego w Polsce „Metamuzeum”. Biernacki proponuje stworzenie w całym kraju sieci podobnych placówek, które położone byłyby w promieniu 50 km od szkół i gdzie można by w praktyce uczyć przedmiotów ścisłych, co dziś w warunkach szkolnych, sprowadzanych do podręcznikowej teorii jest tak trudne i abstrakcyjne. Biernacki podkreśla, że znaczenie dla rozwoju takich innowacyjnych inicjatyw jak „Metamuzeum” w Paczkowie ma klimat, jaki stwarza się przedsiębiorcom w regionie. Chwali doskonałą współpracę z opolskim Urzędem Marszałkowskim, Politechniką Opolską i władzami Paczkowa.

Tematy opolskie przewijały się podczas VII Zjazdu Firm Rodzinnych nieprzypadkowo. Pierwszy zjazd IFR odbył się w Kędzierzynie-Koźlu z inicjatywy współżałożyciela i wiceprezesa IFR Jarosława Chołodeckiego. Chołodecki stara się przy wielu okazjach jednoczyć rozproszone środowiska znakomitych, markowych przedsiębiorców rodzinnych na Opolszczyźnie, upatrując w naszym regionie wyjątkowy potencjał, wręcz krajowy „bastion” producentów w branży stolarskiej, budowlanej, spożywczej.
Podkreślał wielokrotnie otwarte podejście władz regionu do uniwersyteckiej idei stworzenia w regionie modelowego systemu dualnej edukacji na poziomie uczelni wyższych i szkół zawodowych. Model dualny, zainicjowany na Uniwersytecie Opolskim zainteresował przedsiębiorców i rzemieślników z pozostałych województw, którzy w kuluarach pytali o szczegóły opolskiej innowacji.

Województwo opolskie to region najbardziej dotknięty depopulacją, emigracją młodych, rozbiciem rodzin, eurosieroctwem. Właśnie dlatego Opolszczyzna musi znaleźć takie rozwiązania gospodarcze, aby młode rodziny póki jeszcze jest to realne, zachęcić do powrotu w rodzinne strony, a uczniów i studentów powstrzymać przed zarobkową emigracją. Praca w przedsiębiorstwie rodzinnym połączona ze studiami dualnymi to swoisty opolski „wynalazek”, dający nadzieję na stabilizację Opolskiej Strefy Demograficznej.

Oprócz wzmocnienia filara edukacji regionalnej należy jak najsilniej wspierać proces sukcesji rodzinnych firm. Jak przekonywał podczas warszawskiego kongresu prof. Blikle, właśnie w firmach rodzinnych upatruje się dziś na całym świecie źródła złagodzenia rosnącej liczby emerytów w stosunku do liczny pracujących:
– Jeśli zapewnimy dzieciom miejsca pracy w firmie rodzinnej, to szanse na naszą emeryturę rosną. Gdy systemy emerytalne nie dają gwarancji, najpewniejszą inwestycją w emerytury jest inwestycja we własne dzieci, bo cudzych będzie za mało, by nas utrzymać. Naczelnym zadaniem zarządów firm rodzinnych nie jest generowanie zysków, ale doprowadzenie firmy do sukcesji na rzecz kolejnego pokolenia – powiedział.

Prawdziwym celem sukcesji w firmie rodzinnej nie jest jedynie przekazanie majątku czy formuły zarządzania, ale spełnienie marzenia założycieli, że ich dzieło nie odejdzie wraz z nimi.
Przekazanie firmy w ręce kolejnego pokolenia w formule zarządczej lub właścicielskiej, to największe wyzwanie IFR. Niestety, w świetle badań, w Unii Europejskiej niewiele ponad 30 proc. firm rodzinnych ma gotowy program sukcesji, a w Polsce jedynie 6,5 proc. studiującej młodzieży z firm rodzinnych zamierza przejąć schedę po rodzicach.

Osobiście jestem jednym z tysięcy negatywnych przykładów. W panelu „Młodzi gniewni”, poświęconym problemowi rodzinnej sukcesji, opowiedziałam dlaczego nie zostałam sukcesorem dobrze prosperującej firmy rodzinnej.
W Dębskiej Kuźni pod Opolem, na wysypisku śmieci, moja mama zbudowała zajazd „Pod Niedźwiedziem”. Jej marzeniem było abym w przyszłości przejęła w zarządzanie gastronomiczno-hotelowy obiekt. Moim marzeniem było dziennikarstwo, które nijak nie pasowało do wizji gotowania i dbania o noclegowe standardy. Nie zostałam sukcesorem firmy rodzinnej, tak jak wielu innych „młodych, gniewnych”. Tak oto rodzinne firmy najczęściej kończą swój byt w „pierwszym pokoleniu”, a energia marzycieli-założycieli zostaje zmarnotrawiona.

Mamy też w Polsce wzorowe przykłady polskich firm-rodzin. Ich losy ułożyły się w przejmującą treść książki Cezarego Łazarewicza „Rodzinna Rzeczpospolita”. Bohaterami książki są członkowie IFR, ludzie sukcesu, którzy dzięki pasji, konsekwencji, umiłowaniu wolności tworzą dziś obraz silnej, dumnej przedsiębiorczości rodzinnej: Barański, Blikle, Drohomirecka, Grycan, Han, Jabłkowski, Kasztelewicz, Kruk.

Dziś firmy rodzinne na całym świecie przeżywają renesans. To one, a nie koncerny, korporacje, inwestorzy zagraniczni stanowią podstawę polskiej i regionalnej gospodarki. Prezes IFR, prof. Blikle twierdzi, że 4,5 tys. dużych firm, bo tyle ich jest w Polsce, nie stworzy 2 mln miejsc pracy. Ale 1,5 mln firm rodzinnych może to zrobić. Potrzebuje tylko uczciwych, zagwarantowanych przez prawo i urzędy warunków do rozwoju.

Firmy rodzinne generują dużą część dochodu narodowego i jeszcze większą ilość miejsc pracy. Ale najważniejszym wyróżnikiem jest ich marka. Przedsiębiorstwa rodzinne są często firmowane nazwiskiem właściciela, a to zobowiązuje. Honor firmy to honor rodziny. To poczucie odpowiedzialności wobec rodziny. Gdy przychodzi trudny okres, właściciele zastawiają własny majątek, pracują po kilkanaście godzin na dobę, byle przetrwać.
Nie agresywny marketing, ale wizerunek i etos pracy pożytecznej dla społeczeństwa i rodziny jest podstawą wartości, trwania i rozwoju każdej rodzinnej firmy.

– Nigdy nie możesz poświęcić renomy firmy dla zysku – słowa własnego ojca przytoczył Andrzej Jacek Blikle, potomek słynnego warszawskiego cukiernika, nawiązując do ostatniego światowego kryzysu gospodarczego, który był kryzysem wartości, wywołanym przez niepohamowaną chciwość i brak zasad moralnych. Tak myślą niektóre zarządy bezosobowych spółek i rządy większości państw. Kadencje jednych i drugich trwają po kilka lat. W firmie rodzinnej kadencja zarządu trwa jedno pokolenie. Głównym celem zarządu nie jest maksymalizacja zysku w krótkim czasie, ale stabilne trwanie firmy na rynku.

Teresa Kudyba