Transport jest bardzo ważnym nerwem każ- dej gospodarki. Dlatego opolscy przedsiębiorcy zainwestowali w latach dziewięćdziesią- tych ogromne pieniądze w rozwój transportu ciężarowego. Tak by wozić ładunki nie tylko w kraju, ale także po drogach całej Unii Europejskiej.

Z resztą sama Unia namawiała ich do zakupu nowoczesnego taboru – bo zdezelowanymi Starami szans na konkurencję z zachodnimi firmami raczej by nie mieli. Region opolski ma taką nowoczesna bazę, są firmy, których ciężarówki rozpoznawalne są niemal w każdym zakątku Europy jak np. PIOMAR czy KANO. Kiedy po wielu latach okazało się, że polscy przewoźnicy mają czym wozić i są solidni.

Zachodnie firmy, głównie niemieckie zaczęły głośno domagać się by Komisja Europejska nie co przyhamowała zapędy Polaków. W ostatnich dniach maja ukazała się kolejna znowelizowana dyrektywa KE, która zakłada niestety wiele niekorzystnych rozwiązań dla polskich przewoźników drogowych. Dlatego z inicjatywy euro posłanki Danuty Jazłowieckiej zwołano siódmego czerwca specjalne spotkanie w Parlamencie Europejskim w Brukseli. Celem, którego było przedstawienie tych niekorzystnych pomysłów, praktycznie eliminujących z rynku przewozowego polskie firmy.

Co uderzy przede wszystkim w małe i średnie firmy, a tych przypomnijmy jest ponad 80 procent w naszym kraju. W podobnej sytuacji jak Polska są transportowcy z Portugalii, Hiszpanii, Litwy czy Estonii. Większość niekorzystnych rozwiązań właściwie neguje podstawowe zasady, na których opiera się Wspólnota Europejska: chodzi o swobodny przepływ kapitału– ludzi i usług. Administracyjne bariery np. nakazują kierowcy odpoczynek w hotelu. Ma on zamknąć ciężarówkę i szukać noclegu w pobliskim miasteczku– mając do dyspozycji kabinę z klimatyzacją, wygodnym łóżkiem.

-To jest kompletny absurd! Kto będzie pilnował na parkingu towaru? – pytał Jan Buczek Prezes Zrzeszenia Międzynarodowych Przewoźników Drogowych, jeden z uczestników brukselskiego spotkania. Nowelizacja dyrektywy o delegowaniu pracowników- zmusza polskich przewoźników do stosowania taryf, obowiązujących w krajach lepiej rozwiniętych gospodarczo np. Francji czy Niemiec.

-Takie narzucanie systemów płacowych obcych państw– praktycznie prowadzi do bankructwa małych firm transportowych– podkreśla Szymon Wądołowski –właściciel firmy transportowej z Białegostoku.

-Ja mam 400 ciężarówek, 600 kierowców -1300 pracowników zaplecza technicznego, jakoś sobie poradzę, ale te mniejsze firmy jest ich w Polsce większość- dodaje.

-Dyskusja na temat delegowania pracowników jeszcze zapewne potrwa przynajmniej dwa lata. Będzie ona kontrowersyjna i burzliwa– zwłaszcza po wyborach we Francji. Niezadowolonych z nowej dyrektywy Komisji Europejskiej jest znacznie więcej, w sumie 10 państw – jestem więc dobrej myśli – mówi Piotr Szymański reprezentujący interesy polskich przewoźników w Brukseli.

-Dyrektywa o delegowaniu pracowników to mój parlamentarny konik – walczę o równe prawa w UE -nie tylko kierowców polskich ciężarówek– mówi naszej gazecie– euro posłanka Danuta Jazłowiecka. W przypadku polskiego hydraulika nikt mu nie kazał kupować drogich narzędzi– w przypadku kierowców- UE nakazała wręcz polskim przedsiębiorcom zakup nowoczesnych aut, a teraz swoimi biurokratycznymi decyzjami chce te ciężarówki unieruchomić– konkluduje inicjatorka parlamentarnego spotkania.

Tekst oraz zdjęcia- Janusz Maćkowiak