– Holandia, Niemcy czy Belgia mają duże zapotrzebowanie na specjalistów i to nie tylko z branży technicznej. Dostajemy oferty pracy na kreślarza AutoCAD, na informatyków, na operatorów skomplikowanych maszyn – mówi Katarzyna Tokarek, HR Manager z SBA Euro Agencja Zatrudnienia, z którą rozmawiał Maciej T. Nowak

– Czy w wakacje macie więcej pracy niż normalnie? Czy jest to może dla was spokojniejszy czas?

–  To zależy od branży. Są takie, które w wakacje mają urlopy i zakłady są przez dwa-trzy tygodnie zamknięte. Wtedy pracownicy mają przymusowe wakacje. Jednak od późnej wiosny do wczesnej jesieni mamy też prace sezonowe: dbanie o zieleń czy zbiory owoców. Wtedy też jest więcej kandydatów, szczególnie wśród młodych ludzi. Są też zakłady branży spożywczej, które pracują cały rok i wtedy w wakacje jest praca dla osób na zastępstwo w okresie urlopów stałych pracowników.

– A w których branżach jest większy spokój?

– Logistyka, produkcja, stolarstwo, branża metalowa.

– Czy wyjazdy do Holandii w dalszym ciągu się opłacają?

– Tak. Cały czas są chętni, choć nie zawsze tacy, których potrzebujemy.  Bywa też odwrotnie. Są takie momenty jak maj i czerwiec, kiedy kandydatów jest bardzo dużo, szczególnie wśród osób młodych, ze znajomością języków, ale jest martwy sezon wśród specjalistów, którzy szukają pracy. Ta grupa najczęściej zmienia pracę na początku roku. Byli na święta w domu, albo są po dłuższych urlopach i szukają czegoś innego. Czy się opłaca? Jednym się opłaca, innym nie. Są osoby, które akceptują stawki bez wahania. Natomiast zdarza się, że specjaliści, np: spawacze czy operatorzy tokarek, którzy pracowali w Skandynawii, mieli tam stawki dużo wyższe niż są w Holandii.

– Stawki skandynawskie są bardziej atrakcyjne od holenderskich?

– Tak nam relacjonowali ci, którzy rejestrowali się w naszej agencji. Aczkolwiek biorąc pod uwagę podatki, koszty życia, mieszkania i dostępność odwiedzin rodziny ta różnica się zaciera i zarobki są porównywalne. Jeśli zakład potrzebuje specjalisty, to przysyła konkretne wymagania. Stawkę można później negocjować, jeśli osoba się sprawdzi. Mogą starać się również np.: o zwrot kosztów mieszkania.

– A jaka jest różnica między stawkami, które można dostać w Polsce, a tymi holenderskimi?

– Ciężko mi powiedzieć, bo nie wszyscy kandydaci nam mówią, jakie mają stawki w Polsce. Są tacy, którzy zarabiają podobnie, ale są też tacy, którzy mają dużo wyższe wynagrodzenie. Wiem, że na Śląsku, Mazowszu czy Wielkopolsce specjaliści wyższego szczebla otrzymują wysokie wynagrodzenie i nie mają potrzeby wyjeżdżać zarabiać za granicę. Pracy w Holandii szukają ci, którzy chcą zdobyć doświadczenie w innych –zagranicznych-firmach, albo nie znaleźli w Polsce niczego dla siebie. Uważam, że dramatycznej różnicy nie ma.

– To się zmieniło na przestrzeni ostatnich lat. Polskie zarobki gonią te holenderskie?

– Myślę, że w przypadku specjalistów technicznych wyższej rangi, to nasze stawki gonią te holenderskie. Holandia, Niemcy czy Belgia w dalszym ciągu mają duże zapotrzebowanie na specjalistów i to nie tylko z sektora technicznego (programistów CNC, spawaczy wysokiej klasy czy specjalistów IT). W wyniku tego płace się zrównają. Dostajemy oferty pracy na kreślarza AutoCAD, na informatyków, na operatorów skomplikowanych maszyn. Czasem ciężko znaleźć kogoś, kto pracował na takiej maszynie, bo jest ona akurat tylko w konkretnym zakładzie. Wówczas otrzymujemy bardzo sprecyzowane wytyczne i wymagania, które musi spełniać kandydat.

– Czyli specjalistów brakuje nam nie tylko w Polsce, ale również w Europie Zachodniej.

– Jak już wspomniałam, specjalistów technicznych wyższego szczebla brakuje w wielu krajach. Rozwój gospodarczy niesie za sobą większe wymagania względem specjalistów. Często przed rozpoczęciem pracy są testy praktyczne. Spawacze robią próbki, a potem się okazuje, że próbka nie wyszła tak dobrze jak byliśmy o tym zapewnieni. My tego nie jesteśmy w stanie sprawdzić. Referencje to jedno, ale praktyczne umiejętności to coś innego.

– Na Waszej stronie oprócz ofert dla spawaczy czy tokarzy jest też propozycja pracy dla .Net Developera. To coś związanego z informatyką. Poszukujecie już także speców związanych z tą branżą?

– Mieliśmy projekty dla programistów Java czy C++. To są oferty, które się rzadziej pojawiają, ale zakłady z którymi współpracujemy, które zatrudniają za naszym pośrednictwem pracowników produkcyjnych czy operatorów prostych maszyn, zgłaszają zapotrzebowanie na pracowników wyższego szczebla. Stąd takie oferty. Mieliśmy już oferty dla kreślarzy AutoCAD do zakładu, w którym spawa się rurociągi. Pojawiają się też rekrutacje z szeroko pojętej branży informatycznej.

– To zadaje kłam powszechnej opinii, że do Holandii jedzie się tylko na ogórki i truskawki. Potrzebują nie tylko taniej siły roboczej, ale również wykwalifikowanych fachowców.

– To jest przekonanie sprzed 2007 r. zanim otwarto granice. Wówczas rekrutowane były osoby posiadające tzw. „czerwony paszport”. Wtedy sytuacja wymagała, że był potrzebny człowiek do pracy. Jeśli chodzi o znajomość języka obcego, to ważne było by w grupie ktoś potrafił się porozumieć. Wtedy ludzi było bardzo wielu, a kryteria wyboru nie były aż tak restrykcyjne. Z czasem zaczęło się to zmieniać. Teraz lista wymagań jest długa. Muszą mieć umiejętności miękkie i twarde. Wymagania się zawężają także co do znajomości języka. Zmienił się też charakter ofert: poszukujemy obecnie spawaczy, rzeźników, operatorów wózków widłowych , kierowców CE itp.

– Trzeba znać holenderski?

– Nie, na pierwszym miejscu jest angielski. Są zakłady, które są filiami firm anglojęzycznych. Niemiecki też jest honorowany, bo Holendrzy porozumiewają się w obu językach. Ludzi ze znajomością niderlandzkiego jest coraz więcej, pracują, uczą się.

– Na opolskich uczelniach przydał by się kierunek język niderlandzki. Związki Opolszczyzny z Holandią są jednak dosyć silne.

– Grupa ludzi wyjeżdżających do Holandii jest spora, a kursów niderlandzkiego jest bardzo mało. Współpracując z Holendrami uczymy się. Taki kierunek to na pewno jest dobry pomysł. Aczkolwiek, w Holandii pracownicy naszej i innych agencji mają możliwość nauki tego języka.

– Czy polski rynek pracy, na którym brakuje fachowców, można uzupełnić pracownikami ze Wschodu?

– Czeka nas to w Polsce. Wydaje mi się jednak, że ciągle jest bariera w naszych pracodawcach przed zatrudnianiem pracowników ze Wschodu. Nie są tak otwarci na zagranicznych specjalistów. To nieuchronne jeśli zacznie nam brakować fachowców. Tak jak Holandia otworzyła się na inne kraje, tak nas też to czeka. Może rozwiązaniem byłaby inwestycja w dokształcanie naszych specjalistów w kraju?

– Kompetencje Ukraińców są wystarczające?

– Nie da się jednoznacznie stwierdzić. Na pewno są branże, gdzie różnice będą nieznaczne bądź nie będzie ich wcale, jak ogrodnictwo czy budowlanka. Jeśli chodzi o specjalistów wyższego szczebla zależy od indywidualnych umiejętności i wymagań pracodawcy. W Holandii też pojawia się ten problem. Rozwiązano to pośrednio doszkalając pracowników. Jak ktoś posiada doświadczenie, to łatwiej się przestawić na inną technikę czy system pracy. Te różnice się zacierają. Pozostaje tylko bariera językowa.

– Czy Pani nie myśli o tym by otworzyć się na kierunek wschodni?

– Próbowaliśmy kilka lat temu pracy tymczasowej w Polsce, ale opłacalność była mała w porównaniu do nakładu pracy. Pozostaliśmy przy tym, na czym znamy się najlepiej. Rozmawialiśmy jednak kilka razy o pozyskiwaniu pracowników z Rumunii czy Bułgarii. Temat dla nas jest otwarty.

– Tam chcielibyście rekrutować pracowników na potrzeby holenderskich firm?

– Tak.  Już teraz współpracujemy z agencją w Rydze. Pierwsze kroki na Wschód są poczynione.

– Ile osób z Opolszczyzny pracuje w Holandii, dzięki Pani firmie?

– W tej chwili 600 osób. Jednak rekrutację prowadzimy na terenie całego kraju. Z całej Opolszczyzny myślę, że to dziesiątki tysięcy osób pracujących za granicą. Jest też grupa osób, która dowiaduje się o pracy poprzez znajomych, czy bezpośrednich pracodawców. My jednak oczywiście polecamy wyjazd do Holandii za pośrednictwem sprawdzonej agencji pracy.

Dziękuję za rozmowę.