Czy teraz, aby sumiennie tworzyć PKB, powinienem nadal zasuwać ciężko w trzech miejscach pracy, czy może raczej oddać się przyjemnościom? Łajdaczyć się po przydrożnych krzakach, pić wódę bez akcyzy przemyconą z Czech i zakąszać papierosem z wkładką z haszu?

– zastanawia się Zbigniew Górniak

 

Panienka przydrożna, którą wracając z pracy, mijam codziennie samochodem, zajęta była przybijaniem do drzewa jakiejś skrzynki.

– Hej, diewoczka, eta karmink? – zapytałem. Jak dotąd ona gorliwie troszczyła się o ptaki, ale takie nieco inne. 

– Niet! – odkrzyknęła. – Eto kasa fiskalna. Ty nie słyszał?

Słyszał, słyszał… Unia Europejska chce aby dochód z prostytucji, przemytu i handlu narkotykami w krajach członkowskich, a więc i w Polsce, wliczany był do kwoty Krajowego Produktu Brutto. To jeden z najbardziej niezwykłych newsów ekonomicznych ostatnich tygodni.

Bo skoro na gospodarkę narodową pracują w pocie czoła nierządnice, szmuglerzy i dilerzy, to dlaczego ich szary przychód nie miałby być brany pod uwagę przy określaniu ogólnej zamożności narodów? A to z kolei wpływałoby na wysokość składki, jaką poszczególne państwa wkładają do wspólnego brukselskiego worka.

Oto pułapki absurdu, jakie sama na siebie zastawia biurokracja: teraz można powiedzieć, że im kraj bardziej łajdacki (żeby nie powiedzieć – k….ski), tym wyższy tam Produkt Krajowy Brutto.

Takich paradoksów jest więcej. Spisaliśmy je sobie z panią prostytutką w notesie, bo zaprosiłem ją do samochodu, a ona okazała się dziewczyną bystrą i oczytaną. W końcu jak się całymi dniami siedzi na krzesełku na poboczu, to co robić, jak nie czytać?

Naszą uwagę zaprzątnęły następujące kwestie:

Czy teraz, aby sumiennie tworzyć PKB, powinienem nadal zasuwać ciężko w trzech miejscach pracy, czy może raczej oddać się przyjemnościom? Łajdaczyć się po przydrożnych krzakach, pić wódę bez akcyzy przemyconą z Czech i zakąszać papierosem z wkładką z haszu?

Dalej: kto podliczy zyski z nierządu w Polsce? Według projektu ma to zrobić Główny Urząd Statystyczny, ale jak? Metodą wywiadu środowiskowego? Badań terenowych o dużym stopniu, mhm, zaangażowania?

Kolejne pytanie: czy dość powszechną w polskich przybytkach rozkoszy usługę zwaną „robieniem loda” zakwalifikować jako jeden z segmentów zbiorowego żywienia czy może jako rękodzielnictwo? Toż w obu dziedzinach obowiązuje inny VAT, co ma przecież wpływ na wysokość przychodu.

I cała kwestia związana z dofinansowaniem z funduszy unijnych. Bo skoro przychody tych branż mają się wliczać do ogólnego dochodu narodu, to przedsiębiorcy je reprezentujący powinni mieć prawo do korzystania z brukselskich projektów. Jak wiemy, są projekty twarde i miękkie, więc analogie narzucają się tu same. Czy dilowanie heroiną podpada pod projekty twarde, a marihuana to projekty miękkie? To są skomplikowane kwestie, które powinni rozstrzygać kompetentni urzędnicy. Nie mówiąc już o przemyśle rozkoszy, gdzie opozycja „twardy – miękki” zależy od jeszcze większej ilości czynników i gdzie projekt miękki przerobić w projekt twardy jest stosunkowo (słowo nieprzypadkowe) dość łatwo. I na odwrót. 

I tak sobie gaworzyliśmy w samochodzie, aż na koniec moja rozmówczyni zauważyła, że polski PKB powinien być jednym z większych w świecie, bo mamy tu przecież niezły burdel w każdej właściwie dziedzinie. Nie zdążyłem jej pochwalić za przenikliwość, gdy nadjechała policja.

Chcieli ją zaaresztować, a mnie wlepić mandat, ale wziąłem na bok dowódcę patrolu.

– Pan wie, że niszczy pan w ten sposób miejsce pracy? Pan wie, że swoją gorliwością obniża nam Produkt Krajowy Brutto? Pan chce, żebym poskarżył się skarbówce?

Facet wpadł w popłoch. Popatrzył na boki, po czym szepnął mi do ucha: – To tak na niby, przed podwładnymi. Bo w sumie to ja mogę nawet popracować nad tym PKB. Fajna ta panna. Dużo bierze?

– Nie wiem – odparłem. – Ale niech pan nie zapomni zabrać paragonu.