– Największą bolączką jest to, że opolscy przedsiębiorcy nie wierzą, że na ich terenie działają skuteczne i profesjonalne firmy doradcze. Często, gdy ktoś myśli o wielomilionowych inwestycjach, to poszukuje doradców w Katowicach i Wrocławiu. Naszą przewagą jest to, że jesteśmy na miejscu, co wiąże się z szybkością reagowania. Firmy z Opolszczyzny będą bardziej zaangażowane w przeprowadzenie projektów niż te zewnętrzne – mówią Jan Klimkiewicz i Michał Knapik z firmy KlimkiewiczKnapik S.C., z którymi rozmawiał Maciej Nowak.

– Czy wśród przedsiębiorców widać już ruch? Czy przychodzą do Was i pytają, kiedy będzie można składać wnioski o unijne dotacje?
JK: – Ruch jest bardzo duży, szczególnie w zakresie inwestycji o wysokim potencjale innowacyjnym. Przedsiębiorcy zdają sobie sprawę z tego, że dotacji na mikroinwestycje tym razem już nie będzie. W poprzednim okresie programowania zauważyliśmy ruch w zakresie bardzo innowacyjnych pomysłów związanych z badaniami mającymi w konsekwencji doprowadzić do osiągnięcia konkretnego celu. Obecnie ta tendencja się nasila. Co ciekawe, zapytania kierowane są z całej Polski, a nawet z zagranicy.

– Czy przedsiębiorcy mają już dopracowane pomysły, czy są też one na razie w fazie idei?
JK: – Jest różnie. Część przedsiębiorstw ma konkretne plany inwestycyjne, ale muszą przeprowadzić badania od podstaw. Druga grupa to podmioty z częściowo przeprowadzonymi badaniami, posiadające wysoki poziom gotowości technologii do wdrożenia, które poszukują funduszy na dokończenie badań oraz wytworzenie prototypów i w konsekwencji wdrożenia wyników badań do produkcji.

– W grudniu zarząd województwa planuje podpisanie Regionalnego Programu Operacyjnego. Kiedy więc można się spodziewać pierwszych naborów?
MK: – Zanim zostaną ogłoszone pierwsze nabory, konieczne jest opracowanie wielu dodatkowych dokumentów uszczegóławiających, w tym np. ustalenia mądrych i przewidywalnych kryteriów oceny projektów. Mam nadzieję, że dokumenty aplikacyjne zostaną przygotowane w oparciu o doświadczenia, te dobre jak i złe, z poprzedniego okresu programowania. Chodzi o to, by pisząc projekt wnioskodawca nie był narażony na konieczność formułowania wiążących danych, co do których nie jest w stanie ich przewidzieć z 100-proc. pewnością, jak np.: wzrost zysku czy ilość klientów. Podejrzewamy, że pierwsze nabory mogą się pojawić pod koniec pierwszego lub w drugim kwartale przyszłego roku. Teraz wszystko w rękach urzędników z Urzędu Marszałkowskiego.

– Kryteriów na papierze jeszcze nie ma, ale pewnie z informacji docierających z Urzędu Marszałkowskiego wiecie, czy bardziej będziemy stawiać na badania i rozwój, czy np.: tworzenie nowych miejsc pracy?
JK: – Na pewno nowy okres programowania to badania i ich wdrożenia. Na to trzeba się nastawić. Pamiętajmy jednak, iż innowacje, nowe technologie i automatyzacja nierozerwalnie wiążą się z jednym aspektem – likwidacją miejsc pracy. Czyli na to pytanie można sobie odpowiedzieć samodzielnie, patrząc do przodu na konsekwencję postępu technologicznego. Niestety jest to nieciekawa tendencja ogólnoświatowa.

– W kontekście nowych naborów bardzo często padają dwa słowa: dotacje i pożyczki.
MK: – Są wytyczne Komisji Europejskiej, by to pożyczki były głównym elementem wsparcia dla przedsiębiorców. Dotacje będą udzielane przede wszystkim na projekty związane z przeprowadzeniem prac badawczo-rozwojowych wraz z wdrożeniem ich wyników. Niestety nie wiemy jeszcze, co będzie rozumiane przez wdrożenie. Czy będzie to zakup parku maszynowego i postawienie hal produkcyjnych, czy też jedynie stworzenie instalacji demonstracyjnej i uzyskanie stosownych certyfikatów dopuszczających nowy produkt do obrotu rynkowego. Jedno jest pewne: inwestycja polegająca na samym wdrożeniu innowacji, nawet w przypadku pierwszego wdrożenia na świecie, będzie mogła starać się jedynie o pożyczkę. Przejście z okresu, w którym dominującą formą były dotacje, na preferencyjne pożyczki może być ogromnym zaskoczeniem dla przedsiębiorstw, które różnie oceniają nową formę wsparcia finansowego. Część z nich jest zainteresowana, szczególnie w zakresie prostych niskoinnowacyjnych lub odtworzeniowych inwestycji. Natomiast przedsiębiorstwa planujące do wdrożenia innowacje o wysokim poziomie technologicznym, gdzie ryzyko jest większe, wolą skorzystać z komercyjnych kredytów bankowych czy też leasingu. Spowodowane to jest mniejszym obciążeniami w zakresie utrzymania trwałości inwestycji czy też osiągnięcia konkretnych wskaźników. W tym miejscu należy podkreślić, iż urzędnicy obsługujący preferencyjne pożyczki wchodzą na rynek produktów finansowych, które konkurują z kredytami bankowymi czy też leasingiem. Wówczas już nie wystarczy ogłoszenie konkursu, przedsiębiorcę będzie trzeba do niej przekonać. Mniejsze oprocentowanie preferencyjnych pożyczek nie będzie efektem zachęty, gdyż oprocentowanie kredytów bankowych oraz leasingu będzie niewiele większe. Natomiast przedsiębiorca biorąc pożyczkę na planowaną inwestycję zobowiązuje się do osiągnięcia wcześniej zdefiniowanych wartości konkretnych wskaźników. W przypadku ich nie osiągnięcia nie tylko będzie musiał zwrócić w trybie natychmiastowym zaciągnięty kapitał pożyczki wraz z odsetkami, ale zostanie nałożona na niego kara finansowa. Zwolennicy pożyczek dla przedsiębiorstw argumentują, iż zostaną one po 2020 r. i będą możliwe do wykorzystania w następnych latach. Jest to poniekąd słuszne założenie, ale pod warunkiem, że pożyczki te zostaną faktycznie wykorzystane na innowacyjne inwestycje, a z tym może być problem.

JK: – W przypadku pożyczek trzeba zaznaczyć, że dążenie do ich stosowania jako głównego instrumentu finansowego wynika prawdopodobnie z dotychczasowego zainteresowania ich uzyskiwaniem ze strony przedsiębiorstw. Analizując jednak tą aktywność należy spojrzeć na cel ich uzyskiwania. Zdecydowana większość pożyczek została przekazana na inwestycje odtworzeniowe lub proste zakupy, np. środki transportu. Czy o to nam chodzi w nowej perspektywie, chyba nie?

– W jaki sposób firma, która chce wybrać sobie doradców, którzy pomogą przygotować wniosek o dotację bądź pożyczkę, ma to zrobić? Na co zwrócić uwagę?
JK: – Najlepszym rozwiązaniem jest skierowanie się do firmy z doświadczeniem rynkowym, rozpoznawalnej, takiej, która obsługuje znane i rozpoznawalne podmioty. Istotnym elementem jest także wielkość firmy, a tym samym zastępowalność przypisanego doradcy w przypadku choroby czy też urlopów. Odmienna kwestia to weryfikacja firmy doradczej już na spotkaniu. Trzeba przeanalizować spotkanie, czy firma rzetelnie informuje o wszystkich aspektach dotacji, czy widzi jakieś problemy i wysuwa wnioski co do trudności uzyskania wsparcia. Jeśli badając rynek trafiamy do firmy, która nie zauważa żadnych kłopotów, a konkurenci o nich informują, to należy sobie zadać pytanie, dlaczego właśnie tak jest, dlaczego inni tego nie widzą. Często zdarzają nam się takie przypadki, kiedy wskazujemy jakieś potencjalne problemy, a klient zauważa, że był u konkurencji i tam było wszystko super. Ponadto pozyskiwanie dotacji to długotrwałe relacje z pracownikami firmy doradczej. Trzeba współpracować z taką firmą, z którą nam się dobrze rozmawia, która oferuje prowadzenie projektu do samego końca, aż do rozliczenia. Z taką, która jest w stanie pomóc także przy problemach prawnych czy ewentualnych procedurach odwoławczych. Pamiętajmy, że podejmując taką decyzję wiążemy się z kimś na długi okres, nawet kilkuletni.

– Teraz będzie chyba łatwiej wybrać taką firmę, bo mamy już doświadczenia z poprzednich siedmiu lat. Czy rynek zweryfikował tych mniej rzetelnych, mniej profesjonalnych?
MK: – Na pewno trochę tak. Tych firm na Opolszczyźnie nie ma dużo. Największą bolączką dla mnie jest to, że opolscy przedsiębiorcy nie wierzą, że na ich terenie działają skuteczne i profesjonalne firmy doradcze. Często, gdy ktoś myśli o wielomilionowych inwestycjach, to poszukuje doradców w Katowicach i Wrocławiu. Co najciekawsze, wiele firm z Krakowa czy też ze Śląska szuka wsparcia u nas. No cóż, może to taka tendencja. Pamiętajmy o jednym: naszą przewagą jest to, że jesteśmy na miejscu, co wiąże się z szybkością reagowania.

– A dla kogo obsługiwaliście projekty?
JK: – Dla różnych firm, od dużych po mikroprzedsiębiorstwa. W ostatnim okresie szczególnie dużo realizujemy projektów badawczych i laboratoryjnych. To początek tendencji, o której wspominałem na początku. Nie bez znaczenia pozostaje także obsługa dużych międzynarodowych koncernów. Mocno specjalizujemy się w tworzeniu produktów informatycznych, wśród których mamy wiele ciekawych projektów, nie tylko z terenu Opolszczyzny.

– Czy wszystkie przedsiębiorstwa, bez względu na branżę, w jakiej działają, będą miały taką samą szansę na zdobycie unijnych dotacji? Czy też pewne branże będą preferowane?
– MK: W tym okresie programowania wsparcie uzyskają tylko te firmy, których branże w Regionalnej Strategii Innowacji są zapisane jako specjalizacje inteligentne. To odgórny wymóg Unii Europejskiej, każdy region musiał taką strategię przygotować. Naszym zdaniem, w opolskiej RSI brakuje branży informatycznej. W 14 województwach jest ona wymieniona. Nie ma jej tylko w opolskim i podlaskim. W tym momencie wszystkie firmy informatyczne nie będą mogły składać wniosków na projekty badawcze, choć ten rynek bardzo mocno się rozwija. Pamiętajmy, że to bardzo kreatywna branża, która mocno przyczynia się do rozwoju nowych technologii.

– Dziwne, że tego nie zauważono…
JK: – Bo to branża mniej widoczna, niż np. ciężki przemysł. Nie zauważa się firm zlokalizowanych w biurowcach, gdzie w spokoju tworzy się nowe technologie. Bardziej spektakularne są branże typowo przemysłowe, gdzie mamy do czynienia z dostawami towaru, odbiorem produktów, halami i ciężkim sprzętem. Natomiast w regionie mamy wiele bardzo ciekawych firm informatycznych, które posiadają swoje laboratoria i wytwarzają nowe technologie dla różnych gałęzi przemysłu, np. dedykowane systemy monitorujące dla farm wiatrowych. Każdy widzi wiatrak, a nikt nie zauważa systemu, dzięki któremu to wszystko się kręci.

– Stawiać na duże czy małe firmy? Na polskie czy zagraniczne koncerny?
JK: – Powinniśmy stawiać zarówno na duże, jak i na małe przedsiębiorstwa. Jednak od jednych i drugich ciężko jest wymagać podobnych zachowań rynkowych i aktywności na polu tworzenia innowacji. Prawda jest taka, że większość innowacji jest wytwarzana w dużych przedsiębiorstwach. Najczęściej małe firmy nie mają w swoich budżetach zapisanych pieniędzy na badania i rozwój. Może jest to wynik tego, że rzeczywiste sześć lat wdrażania funduszy unijnych w poprzednim okresie programowania nie zakończyło etapu reform krajowego sektora MSP. Pamiętajmy, z jakiego pułapu startowaliśmy.

MK: – Podejmując dyskusję na temat wyższości sektorów przedsiębiorstw pamiętajmy o jednym. Oddziały dużych przedsiębiorstw powstają w wyniku decyzji globalnych koncernów. Tak jak powstały, w jednym momencie mogą zniknąć. Inaczej postępują lokalne firmy, które utożsamiają się nie tylko z regionem, ale – co najważniejsze – z miejscową społecznością. Na nie powinniśmy głównie stawiać i umożliwiać im dalszy rozwój wspomagany bezzwrotnymi środkami unijnymi.

– Dziękuję za rozmowę.